Śmierć Chameneiego a europejskie bezpieczeństwo energetyczne: Ormuz, ropa i rachunki za energię

Śmierć Chameneiego a europejskie bezpieczeństwo energetyczne: Ormuz, ropa i rachunki za energię

Nowa faza kryzysu na Bliskim Wschodzie i jej znaczenie dla Europy

Potwierdzona przez władze w Teheranie śmierć ajatollaha Alego Chameneiego w wyniku skoordynowanych ataków Stanów Zjednoczonych i Izraela otwiera zupełnie nowy rozdział kryzysu na Bliskim Wschodzie. Jednocześnie z doniesieniami o zniszczeniach w Iranie napływają informacje o ostrzeżeniach kierowanych do armatorów oraz o unieruchomieniu w Zatoce Perskiej dziesiątek, a nawet ponad stu tankowców przewożących ropę i LNG, o czym informują m.in. źródła cytowane przez agencję Reuters. Zapowiadany przez irańskich urzędników „miażdżący odwet” wobec USA i Izraela nie jest już jedynie elementem retoryki; staje się realnym scenariuszem z konsekwencjami wykraczającymi daleko poza region.

Dla Europejczyków – także dla mieszkańców Polski – wydarzenia, które rozgrywają się setki czy tysiące kilometrów od Warszawy, mają bardzo konkretne znaczenie. Ropa, z której produkowane jest paliwo na stacjach benzynowych, oraz gaz, który zasila elektrownie, ciepłownie i przemysł, są globalnymi towarami. Ceny surowców na światowych rynkach przekładają się bezpośrednio na koszt zatankowania samochodu, rachunki za ogrzewanie czy cenę biletu autobusowego. Kiedy rośnie ryzyko zakłóceń dostaw z kluczowego regionu – a takim pozostaje Zatoka Perska – w górę idą notowania ropy Brent oraz kontraktów gazowych, a w ślad za nimi koszty życia w Europie.

Istotą obecnego kryzysu jest jego jakościowy charakter. Nie mamy do czynienia z kolejnym epizodem napięcia wokół programu nuklearnego Iranu czy lokalnym incydentem w Zatoce. Śmierć najwyższego przywódcy, otwarty konflikt z USA i Izraelem oraz realne ryzyko użycia instrumentów militarnych w jednym z najważniejszych węzłów światowego handlu energią sprawiają, że stawką staje się nie tylko stabilność regionu, lecz także bezpieczeństwo energetyczne Unii Europejskiej.

Bezpieczeństwo energetyczne to zdolność państw i wspólnoty do zapewnienia stabilnych, przystępnych cenowo i fizycznie dostępnych dostaw energii, także w warunkach kryzysu. Kiedy mówimy o szlakach morskich, mamy na myśli trasy, którymi tankowce i gazowce transportują surowce między kontynentami. Ryzyko geopolityczne to z kolei prawdopodobieństwo, że decyzje polityczne, konflikty zbrojne lub akty sabotażu zakłócą te szlaki.

W tym kontekście kluczowe jest zrozumienie, jak wygląda polityczna układanka w Iranie po śmierci Chameneiego, jakie znaczenie ma Cieśnina Ormuz dla globalnych rynków ropy i gazu, jakie scenariusze eskalacji można dziś realistycznie zakładać oraz jak na każdy z nich mogą odpowiedzieć NATO i Unia Europejska. Dopiero na tym tle widać, jakie skutki mogą odczuć polskie gospodarstwa domowe, przedsiębiorstwa i instytucje państwa.

Iran bez Chameneiego: polityczna próżnia i logika odwetu

Ali Chamenei przez ponad trzy dekady był najwyższym przywódcą Islamskiej Republiki Iranu. W irańskim systemie politycznym jest to funkcja łącząca rolę zwierzchnika religijnego i głównego ośrodka władzy państwowej. Konstytucja przyznaje najwyższemu przywódcy kontrolę nad siłami zbrojnymi, służbami specjalnymi i kluczowymi nominacjami w sądownictwie oraz mediach. Prezydent i rząd odpowiadają formalnie za politykę wykonawczą, ale ich pole manewru jest ograniczone decyzjami przywódcy i instytucji powiązanych z duchowieństwem szyickim.

Centralnym elementem systemu jest Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) – formacja wojskowo-polityczna, która stoi na straży rewolucyjnego charakteru państwa. IRGC podlega bezpośrednio najwyższemu przywódcy i dysponuje własnymi elitarnymi siłami, rozbudowanym wywiadem, a także rozległymi interesami gospodarczymi. Obok IRGC funkcjonuje Rada Strażników, ciało złożone z duchownych i prawników, które weryfikuje zgodność ustaw z islamskim prawem oraz dopuszcza kandydatów do wyborów. System ten – zwany Republiką Islamską – łączy elementy teokracji z formalnie republikańskimi instytucjami, takimi jak wybierany prezydent i parlament.

Nagła śmierć Chameneiego wskutek uderzenia z zewnątrz nie jest typową zmianą pokoleniową, jak w innych państwach. To gwałtowne zerwanie ciągłości systemu w warunkach wojny hybrydowej i realnego zagrożenia militarnego. W takiej sytuacji niemal nieuchronnie pojawia się próżnia polityczna. W tle toczy się spór o sukcesję – między frakcjami konserwatywnymi, wpływowymi dowódcami IRGC a potencjalnie bardziej pragmatycznymi technokratami skupionymi wokół części rządu.

Doświadczenia z innych reżimów autorytarnych pokazują, że po eliminacji silnego przywódcy elity władzy często sięgają po demonstrację twardości. Ma ona dwa cele: odstraszyć przeciwników zewnętrznych i skonsolidować lojalność aparatu wewnątrz kraju. Pokaz siły bywa substytutem spójnej strategii sukcesji. Z tego powodu okres bezpośrednio po śmierci przywódcy jest szczególnie niebezpieczny – rośnie skłonność do ryzykownych posunięć, które mają przede wszystkim znaczenie symboliczne.

W irańskiej kampanii informacyjnej już pojawiają się zapowiedzi „braku pobłażliwości” i „miażdżącego odwetu” wobec USA i Izraela, kolportowane w mediach państwowych i przez anonimowych urzędników cytowanych przez międzynarodowe agencje. Tego rodzaju komunikaty budują oczekiwanie odwetu w opinii publicznej i zawężają pole manewru potencjalnym pragmatykom. Każde rozwiązanie postrzegane jako ustępstwo grozi oskarżeniami o zdradę ideałów rewolucji.

W tej logice ważną rolę odgrywają działania o wysokim efekcie symbolicznym, nawet jeśli pociągają one za sobą poważne koszty gospodarcze. Groźby wobec żeglugi w Zatoce Perskiej, ostrzegawcze komunikaty radiowe do kapitanów statków czy czasowe wstrzymywanie ruchu w strategicznych punktach, takich jak Cieśnina Ormuz, idealnie wpisują się w ten schemat. Dają Teheranowi możliwość uderzenia w interesy Zachodu przy relatywnie ograniczonym zaangażowaniu własnych zasobów militarnych.

Dlatego w arsenale potencjalnych środków odwetu Teheranu szczególne miejsce zajmują instrumenty oddziaływania na globalny rynek ropy i gazu. Uderzenie w bezpieczeństwo energetyczne Zachodu jest dla Iranu relatywnie tanie, a jednocześnie bardzo dotkliwe dla przeciwników. W przeciwieństwie do bezpośredniej konfrontacji z siłami USA i Izraela, zakłócenia w newralgicznych punktach transportu surowców pozwalają osiągnąć efekt szantażu politycznego poprzez rynki finansowe i gospodarkę.

Cieśnina Ormuz jako wrażliwe gardło światowego handlu ropą i gazem

Cieśnina Ormuz to wąski przesmyk morski łączący Zatokę Perską z Morzem Arabskim i dalej z Oceanem Indyjskim. Ma zaledwie kilkadziesiąt kilometrów szerokości, a główne tory wodne, po których poruszają się tankowce, są jeszcze węższe. Mimo to jest to jedno z najbardziej ruchliwych miejsc na mapie światowego handlu ropą i skroplonym gazem ziemnym (LNG). Według różnych szacunków przez Ormuz przepływa zwykle około jednej piątej globalnie handlowanej ropy naftowej oraz istotny odsetek światowego eksportu LNG. Stawia to cieśninę w jednym szeregu z Kanałem Sueskim i cieśninami tureckimi jako strategiczny „chokepoint” – wąskie gardło szlaków morskich, którego zablokowanie ma nieproporcjonalnie duże skutki gospodarcze.

Od Cieśniny Ormuz zależą przede wszystkim państwa regionu: Arabia Saudyjska, Katar, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Kuwejt i Irak. Ich pola naftowe i terminale eksportowe są położone w Zatoce Perskiej, a tankowce, by dotrzeć na rynki Azji, Europy czy Ameryki, muszą przejść przez ten wąski przesmyk. Część państw, jak Arabia Saudyjska czy ZEA, zainwestowała w rurociągi omijające Ormuz, ale ich przepustowość jest ograniczona i nie jest w stanie całkowicie zastąpić transportu morskiego.

Iran, jako państwo kontrolujące północną stronę cieśniny, dysponuje rozbudowaną obecnością wojskową w regionie. Marynarka wojenna oraz jednostki morskie IRGC prowadzą stały nadzór nad ruchem statków, mają doświadczenie w przechwytywaniu jednostek handlowych oraz w prowadzeniu asymetrycznych działań, takich jak minowanie czy użycie dronów. Z tego powodu każde zaostrzenie kursu Teheranu szybko przekłada się na podwyższone ryzyko dla żeglugi.

Po ostatnich atakach USA i Izraela pojawiły się doniesienia, że irańskie służby zaczęły przekazywać ostrzegawcze komunikaty do statków w Zatoce Perskiej, zniechęcając je do przepływu przez Ormuz i sugerując możliwość użycia siły. Międzynarodowe media, powołując się na świadków i zapisy łączności radiowej, wskazywały na rosnącą liczbę jednostek, które decydowały się na pozostanie w portach lub opuszczenie zatoki w eskorcie okrętów wojennych.

Mechanizm wpływu takich działań na rynek jest stosunkowo prosty. Nawet częściowe ograniczenie ruchu – poprzez ostrzał w pobliżu toru wodnego, minowanie akwenów, zatrzymywanie lub przejmowanie tankowców, a nawet same groźby kierowane do armatorów – powoduje wzrost kosztów ubezpieczeń i frachtu. Część firm zawiesza rejsy, czekając na rozwój sytuacji. Zmniejsza się realna podaż surowca dostępnego na rynku, a równocześnie rośnie premia za ryzyko geopolityczne, którą inwestorzy doliczają do ceny baryłki ropy czy megawatogodziny gazu.

Rynki nie reagują wyłącznie na faktyczne przestoje, ale już na sam wzrost ryzyka. Historia konfliktu iracko-irańskiego w latach 80., epizody ataków na tankowce w Zatoce Perskiej czy napięcia wokół programu nuklearnego Iranu pokazały, że sama obawa o bezpieczeństwo żeglugi potrafi wywołać kilkunastoprocentowe skoki cen ropy w krótkim czasie. W aktualnych okolicznościach – po śmierci Chameneiego i zapowiedziach odwetu – groźba, że Iran wykorzysta Ormuz jako narzędzie nacisku, jest bardziej wiarygodna niż kiedykolwiek w ostatnich latach.

Scenariusze blokady Ormuzu i ich wpływ na ceny ropy i gazu w Europie

Analizując możliwy rozwój sytuacji, warto wyróżnić kilka scenariuszy operacyjnych w Cieśninie Ormuz – od relatywnie łagodnego po skrajnie niebezpieczny – i przełożyć każdy z nich na potencjalne skutki dla rynków energii w Europie.

W scenariuszu napięć kontrolowanych Iran ogranicza się do ostrej retoryki i demonstracji siły, takich jak ćwiczenia morskie, intensywne patrole czy zwiększone inspekcje statków, połączone ze sporadycznymi incydentami, np. czasowym zatrzymaniem pojedynczych jednostek. Ruch tankowców pozostaje możliwy, ale rośnie składka ubezpieczeniowa, a armatorzy oczekują wyższych stawek frachtu za rejsy przez strefę podwyższonego ryzyka. W takim wariancie ceny ropy i gazu na rynkach światowych rosną, ale szok nie przypomina dramatycznych kryzysów naftowych z lat 70. Europa odczuwa umiarkowany, choć bolesny wzrost cen paliw i energii, który wzmacnia presję inflacyjną, ale nie prowadzi do niedoborów fizycznych.

Bardziej niepokojący jest scenariusz częściowej blokady. W tym przypadku dochodzi do realnych ataków, minowania akwenów, zestrzelenia dronów w pobliżu szlaków lub rakietowych uderzeń w infrastrukturę portową. Część firm shippingowych tymczasowo wstrzymuje rejsy, inne domagają się eskorty wojskowej lub wybierają alternatywne trasy, jeżeli to możliwe. Przepływ ropy i LNG z Zatoki Perskiej znacząco się kurczy, a strona popytowa rynku zaczyna rywalizować o mniejszą liczbę dostępnych ładunków.

W takim scenariuszu notowania ropy Brent – będącej głównym punktem odniesienia dla cen w Europie – mogłyby wzrosnąć gwałtownie, a uczestnicy rynku zwiększaliby zakupy zabezpieczające. Importerzy w Europie przerzucaliby się na dostawy z innych kierunków: ze Stanów Zjednoczonych, Afryki Zachodniej czy Morza Północnego. Na rynku LNG rosłaby konkurencja między Europą a Azją o ładunki pochodzące m.in. z USA i Afryki. Skutkiem byłby wyraźny wzrost cen gazu na europejskich hubach, a efekty przypominałyby to, co obserwowano po rosyjskiej inwazji na Ukrainę w 2022 r., choć przy innym źródle szoku.

Najbardziej skrajny jest scenariusz pełnoskalowej blokady. Zakłada on, że Iran fizycznie uniemożliwia przepływ tankowców przez Ormuz – na przykład poprzez masowe minowanie, zatopienie jednostek w torze wodnym czy zmasowane ataki rakietowe na statki i infrastrukturę. W odpowiedzi siły USA i ich sojuszników podejmują operację odblokowania cieśniny, co oznacza otwarty konflikt zbrojny o kluczowe znaczenie dla światowego handlu energią.

W tej sytuacji możliwy byłby skok cen ropy o kilkadziesiąt procent w bardzo krótkim czasie. Państwa OECD sięgnęłyby po strategiczne rezerwy ropy, aby złagodzić szok, ale skala niedoboru mogłaby się okazać trudna do pełnego skompensowania. Panika na rynkach finansowych, gwałtowny wzrost cen paliw oraz drożejący transport wpłynęłyby na niemal wszystkie segmenty gospodarki – od lotnictwa i transportu morskiego po rolnictwo i logistykę.

We wszystkich tych scenariuszach wspólnym mianownikiem jest fakt, że Europa, mimo postępującej transformacji energetycznej, wciąż pozostaje dużym importerem ropy i istotną część gazu pozyskuje z globalnego rynku LNG. Doświadczenia po 2022 r. pokazały, jak szybko skoki cen surowców przekładają się na rachunki za energię, wskaźniki inflacji i napięcia polityczne wewnątrz państw członkowskich. Droższa ropa to bezpośrednio wyższe ceny benzyny i diesla, co zwiększa koszty transportu towarów i usług. Przekłada się to na droższą żywność, materiały budowlane czy usługi kurierskie. Z kolei droższy gaz oznacza wyższe koszty produkcji energii elektrycznej i ciepła, co obciąża zarówno gospodarstwa domowe, jak i przedsiębiorstwa energochłonne.

Reakcje NATO i Unii Europejskiej: między solidarnością sojuszniczą a ochroną rynków energii

Wobec eskalacji konfliktu USA–Izrael–Iran oraz ryzyka blokady Ormuzu kluczowe znaczenie ma to, jak zareagują NATO i Unia Europejska. Obie struktury pełnią odmienne, choć komplementarne role. NATO jest sojuszem wojskowym, którego głównym zadaniem jest obrona terytorium państw członkowskich i zapewnienie bezpieczeństwa szlaków komunikacyjnych, w tym morskich. Unia Europejska to przede wszystkim projekt polityczno-gospodarczy, dysponujący narzędziami regulacyjnymi, finansowymi i sankcyjnymi.

Po stronie NATO można spodziewać się zwiększenia obecności morskiej w regionie Zatoki Perskiej i na kluczowych trasach morskich wokół Półwyspu Arabskiego. Oznaczałoby to misje eskortowe dla tankowców i gazowców płynących pod banderami państw sojuszniczych lub należących do ich armatorów. Możliwe byłoby także wzmocnienie obrony baz USA i partnerów w regionie, zwiększenie gotowości systemów obrony przeciwrakietowej oraz aktywizacja struktur odpowiedzialnych za bezpieczeństwo cybernetyczne infrastruktury energetycznej.

Choć NATO formalnie nie jest stroną konfliktu z Iranem, ataki na bazy USA czy poważne cyberataki na infrastrukturę energetyczną państw członkowskich mogłyby uruchomić konsultacje w ramach artykułu 4 Traktatu Waszyngtońskiego. Taki krok nie oznacza automatycznego użycia siły, ale stanowi sygnał politycznej solidarności i otwiera drogę do skoordynowanych działań odstraszających.

Unia Europejska dysponuje innym zestawem narzędzi. Po pierwsze, może zintensyfikować mechanizmy wspólnych zakupów gazu i LNG, aby uniknąć konkurencji między państwami członkowskimi i poprawić pozycję negocjacyjną wobec dostawców. Po drugie, może elastyczniej wykorzystywać systemy wspólnych rezerw gazu oraz opracować nadzwyczajne mechanizmy stabilizujące rynek, w tym tymczasowe ograniczanie skrajnych wahań cen, jak dyskutowano w czasie kryzysu gazowego po 2022 r.

Dodatkowo Bruksela może czasowo złagodzić zasady dotyczące pomocy publicznej, aby pozwolić państwom członkowskim na wsparcie najbardziej energochłonnych sektorów gospodarki, takich jak chemia czy metalurgia, które najbardziej odczuwają wzrost cen energii. Unia ma także możliwość nakładania dodatkowych sankcji na Iran – na przykład na sektor naftowy, finansowy czy powiązane z IRGC przedsiębiorstwa – jednak taki krok wiąże się z ryzykiem dalszej eskalacji i może skłonić Teheran do przyspieszenia działań wymierzonych w Ormuz.

W tle tych decyzji pozostaje napięcie między solidarnością ze Stanami Zjednoczonymi a obawami części państw UE przed nadmiernymi kosztami energii dla własnych gospodarek. Kraje silnie uprzemysłowione, jak Niemcy czy Włochy, obawiają się utraty konkurencyjności, podczas gdy państwa o mniejszej nadwyżce budżetowej mają ograniczone możliwości finansowego łagodzenia skutków kryzysu dla gospodarstw domowych. W takich warunkach rośnie znaczenie państw o mocnym głosie w sprawach bezpieczeństwa energetycznego – obok Niemiec i Francji także państw nordyckich czy Polski, która zdobyła doświadczenie w zarządzaniu szokami surowcowymi po 2022 r.

Konsekwencje dla Polski: od giełdy energii po strategie dywersyfikacji

Dla Polski obecny kryzys jest testem skuteczności strategii dywersyfikacji źródeł energii, realizowanej przyspieszonym tempem po rosyjskiej inwazji na Ukrainę. W ostatnich latach udział surowców z Rosji w polskim imporcie ropy i gazu został znacząco ograniczony. Coraz większą rolę odgrywa Naftoport w Gdańsku, umożliwiający odbiór ropy z różnych kierunków drogą morską. W zakresie gazu kluczowe znaczenie mają gazociąg Baltic Pipe łączący Polskę z norweskim szelfem, terminal LNG w Świnoujściu oraz rosnące moce importowe w regionie, w tym interkonektory z Litwą i Słowacją.

Mimo tej dywersyfikacji Polska pozostaje importerem ropy i części gazu, a ich ceny są powiązane z notowaniami na rynkach światowych. Oznacza to, że nawet jeśli surowiec nie pochodzi fizycznie z Zatoki Perskiej, jego cena odzwierciedla globalną równowagę podaży i popytu. Wzrost cen ropy wywołany napięciami w Ormuzie szybko przełoży się na ceny paliw w Polsce, ponieważ kontrakty na dostawy opierają się o międzynarodowe benchmarki cenowe.

Wyższe ceny benzyny i diesla podnoszą koszty transportu towarów i usług. Małe i średnie przedsiębiorstwa w transporcie, logistyce czy budownictwie muszą albo zaakceptować niższe marże, albo przerzucić rosnące koszty na klientów. W efekcie drożeją produkty w sklepach, usługi kurierskie, bilety komunikacji dalekobieżnej czy koszty wynajmu maszyn budowlanych. Silny impuls cenowy z rynku paliw może ponownie podbić inflację, co stawia przed Narodowym Bankiem Polskim i rządem wyzwania w zakresie polityki pieniężnej i fiskalnej.

Na rynku gazu sytuacja jest równie wrażliwa. Choć kontrakty z Norwegią, dostawy LNG oraz interkonektory zmniejszyły zależność od pojedynczego kierunku, Polska funkcjonuje w ramach zintegrowanego europejskiego rynku. Jeżeli blokada lub częściowa blokada Ormuzu ograniczy globalną podaż LNG, Europa i Azja będą konkurować o te same ładunki. Wyższe ceny na światowych rynkach przełożą się na notowania na Towarowej Giełdzie Energii, a docelowo na ceny dla dużych odbiorców i – z opóźnieniem – dla gospodarstw domowych.

Droższy gaz oznacza wzrost kosztów produkcji energii elektrycznej w elektrowniach gazowych oraz kosztów ciepła systemowego dla miast. Samorządy staną przed dylematem: albo podnosić taryfy, ryzykując niezadowolenie społeczne, albo szukać dodatkowych środków na dopłaty i inwestycje w efektywność energetyczną budynków. Przemysł energochłonny – od chemii po metalurgię – może rozważać ograniczanie produkcji lub przenoszenie części działalności poza Europę, jeśli wysokie ceny energii utrzymają się przez dłuższy czas.

Te gospodarcze skutki niosą za sobą konsekwencje polityczne. Rosną oczekiwania wobec państwa, aby chroniło odbiorców wrażliwych poprzez tarcze osłonowe, dopłaty czy mrożenie cen wybranych nośników energii. Jednocześnie budżet państwa stoi pod presją wysokich wydatków na obronność, ochronę zdrowia i politykę społeczną. W takiej sytuacji rośnie presja na przyspieszenie transformacji energetycznej – rozwoju odnawialnych źródeł energii, inwestycji w energetykę jądrową i magazyny energii. Każdy dodatkowy megawat mocy krajowej, niezależny od importowanych paliw kopalnych, zmniejsza podatność Polski na zewnętrzne szoki surowcowe.

Polska musi także aktywnie kształtować dyskusję w ramach NATO i Unii Europejskiej. Doświadczenia z szybkiej reorientacji od rosyjskiego gazu i ropy, rozwój infrastruktury przesyłowej i zdolność do współpracy regionalnej (np. w ramach Inicjatywy Trójmorza) dają Warszawie argumenty, aby zabiegać o rozwiązania korzystne dla Europy Środkowo-Wschodniej. Chodzi m.in. o finansowanie nowych połączeń transgranicznych, modernizację sieci, wsparcie dla magazynów gazu i ropy oraz elastyczniejsze zasady pomocy publicznej w kryzysach energetycznych.

Wnioski dla europejskiej polityki energetycznej i miejsce Polski w nowym układzie sił

Śmierć Alego Chameneiego, otwarte starcie Iranu z USA i Izraelem oraz groźba wykorzystania Cieśniny Ormuz jako narzędzia szantażu energetycznego przyspieszają proces, który i tak był nieuchronny: głęboką redefinicję europejskiego podejścia do bezpieczeństwa energetycznego. Coraz wyraźniej widać, że nie jest to odrębna dziedzina polityki gospodarczej, lecz integralny element bezpieczeństwa militarnego i cyberbezpieczeństwa.

Po pierwsze, Europa musi traktować ochronę szlaków dostaw energii – zarówno morskich, jak i lądowych – jako wspólne zadanie w ramach szeroko rozumianej polityki bezpieczeństwa. Oznacza to większą koordynację między NATO a instytucjami unijnymi, inwestycje w zdolności morskie i lotnicze oraz rozwój systemów monitoringu i reagowania na incydenty zagrażające infrastrukturze krytycznej.

Po drugie, redukcja zależności od ropy i gazu pochodzących z regionów wysokiego ryzyka – w tym Bliskiego Wschodu – staje się nie tylko kwestią realizacji celów klimatycznych, ale przede wszystkim imperatywem geopolitycznym. Inwestycje w odnawialne źródła energii, efektywność energetyczną, energetykę jądrową i technologie magazynowania energii nabierają nowego znaczenia: zmniejszają przestrzeń, w której państwa autorytarne mogą wykorzystywać surowce jako broń polityczną.

Po trzecie, dla Polski oznacza to konieczność równoległego wzmacniania twardej infrastruktury i miękkiej siły dyplomatycznej. Z jednej strony chodzi o porty naftowe i gazowe, rurociągi, magazyny, nowe moce wytwórcze w elektroenergetyce i ciepłownictwie. Z drugiej – o umiejętność budowania koalicji w Brukseli i w strukturach NATO, aby interesy Europy Środkowo-Wschodniej były uwzględniane przy projektowaniu mechanizmów reagowania na kryzysy energetyczne.

Wciąż pozostaje wiele pytań bez jednoznacznej odpowiedzi. Na ile irańskie elity zdecydują się faktycznie użyć Ormuzu jako broni, wiedząc, że pełnoskalowa blokada uderzyłaby także w ich własną gospodarkę? Jak daleko posuną się Stany Zjednoczone i Izrael w eskalacji, zanim uznają, że koszty przewyższają korzyści strategiczne? Czy Europa wyciągnęła wystarczające wnioski z kryzysu gazowego po 2022 r., aby tym razem zadziałać szybciej i bardziej skoordynowanie?

Niezależnie od odpowiedzi na te pytania jedno wydaje się pewne: polska i europejska polityka energetyczna wchodzą w okres, w którym geopolityka będzie kształtowała rachunki za energię bardziej niż kiedykolwiek od czasu pierwszych kryzysów naftowych. W tym nowym układzie sił przewagę zyskają te państwa, które potrafią połączyć realistyczną ocenę ryzyk z konsekwentną inwestycją w odporność swojej gospodarki na zawirowania na światowych rynkach surowców.


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *